mówił o stalinowskich wykroczeniach i złożył wzruszającą wizytę w Katyniu (gdzie na pomniku nadal widniała fałszywa data mordu...) - nie wspominał ani o późniejszych zbrodniach sowieckich, ani o paru dziesiątkach lat moskiewskiej dominacji. A przecież wiedza .
Siedle Stoczniowe swój okres świetności miało już za sobą. Wybudowane w latach sześćdziesiątych było typowym hotelem robotniczym w makro skali. Piętnaście tysięcy robotniczo-chłopskich rodzin zagęszczonych w trzydziesto- lub czterdziesto-metrowych mieszkaniach. Na podwórku, gdzie wylany asfalt zabił ostatni skwer zieleni, stał mały Fiat. Fotele i gumowe wycieraczki suszyły się w słońcu. To niewiarygodne, że taki mały samochód mieści w sobie tyle szpargałów. Całe wyrysowane na asfalcie boisko do tenisa zalane było jego zawartością. Robert szedł w poprzek dumnie niosąc wielkie pudło komputera przed sobą. - Się masz Robek. Gdzieś to rąbnął? Kurwa twa - poderwał się z ławki syn sąsiada, dwudziestosiedmioletni Włodek. Był jak zwykle w stanie wskazującym na spożycie. W prawej ręce wymachiwał opróżnioną do dna butelką po żytniej. - Dzień dobry - Robert grzecznie przywitał się z panem Koperkiem, właścicielem małego Fiata. Włodzimierz zrezygnowany machnął ręką za Robertem. Chciał prosić o dychę na małpkę, ale przypomniał sobie, że w ciągu trzech lat tylko raz wyłudził jakieś pieniądze od Roberta, bo ten po prostu ich nigdy nie miał. Ojciec i Robert siedzieli przy stole w dużym pokoju. Robert wyjął zrolowany dyplom. Rozprostował go na stole i podał ojcu. - Koniec szkoły, koniec kłopotów tata. Ojciec wziął pogięty dyplom do ręki i założył okulary. Przeczytał pobieżnie tekst: "Robertowi Radackiemu, za wzorowe... najwyższą średnią" i tak dalej i tak dalej. Odłożył dyplom na półkę. Stały tam rzędem kryształowe, posrebrzane, miedziane, ceramiczne i z brązu - wszelkiego formatu i kształtu puchary i statuetki sportowe. Obraz zwycięstw jego piętnastoletniej kariery. W całym mieszkaniu wisiały dyplomy i pamiątkowe zdjęcia. - To i dobrze - w głosie ojca brzmiała nuta triumfu - przecież nie wezmą cię do wojska przeze mnie, to po co studiować? Pięć lat! - ojciec spojrzał na Roberta z rosnącym wzburzeniem - nie bądź głupi. Im wcześniej zaczniesz pracować tym wcześniej do czegoś dojdziesz. Robert uśmiechnął się do ojca. Ile już razy słyszał to kazanie. Ojciec był rozgoryczony, czasami złośliwy. Drażnił Roberta kiedy tylko mógł. - Niech się tata nie obawia. Jeszcze nie wiem czy pójdę na studia. Od poniedziałku zaczynam robotę u naszego sąsiada, ma własną firmę -powiedział Robert. Sąsiad był kimś, bo pracował dla siebie i chyba nieźle mu się powodziło. Ojciec go nie lubił. - Masz, sprzedaj - ojciec sięgnął z półki srebrny puchar zdobyty na spartakiadzie krajów socjalistycznych w Moskwie. Puchar był okazały. Uznał, że to za mało i dołożył niski, tym razem złoty, pamiątka z wyścigu pokoju z siedemdziesiątego siódmego. - Podnieśli cenę obozu w Bieszczadach. Pawełek od tygodnia się pakuje. Nie mogę mu powiedzieć, że nie pojedzie. Nigdy nie przelewało się u nich w domu, ale pierwszy raz ojciec sprzedawał swoje pamiątki. - Pogadam z majstrem. Może da zaliczkę. Nagle Robert przypomniał sobie, że w kieszeni marynarki ma pieniądze na taksówkę od Chmielewskiego. Wyjął je i położył na stół. - Resztę przepiłem - powiedział. Ojciec rozpromienił się. Ten wieczny cherlak stawał się mężczyzną. - Wiedziałem, wiedziałem - klepnął syna w ramię, aż mu grzywka opadła na oczy. Robert odwzajemnił się. Klepnął za mocno, bo ojciec zachwiał się i poleciał na stół. Chwycił ręką swoje kule ortopedyczne i podniósł się do pionowej pozycji. Robert nie starał się mu pomóc. Ojciec dzielnie walczył ze swoim kalectwem. Od kilku lat przechodził kolejne operacje kolana. Żadna nie przyniosła ulgi. Po ostatniej doszła infekcja. Groziła amputacja prawej nogi. - Wszystko w porządku? - spytał Robert. - A co ma być nie w porządku. Na kalekę nie trafiłeś koleś - zaśmiał się do syna. Usiadł przy stole, wyjął z szuflady gazetę i zaczął pakować swoje puchary. Nie chciał już ich więcej oglądać. Robert wszedł do małego pokoju. Powiesił do szafy marynarkę. To ostatni raz kiedy ją założył. "Może też sprzedać" - pomyślał. Zmienił jednak zdanie spoglądając na przetarte mankiety. Obok na łóżku spał dwunastoletni chłopiec. Pochylił się nad nim. Byli do siebie podobni. Obaj mieli długie jasno-blond włosy. - Krasnal. Zdałeś? - zapytał Robert. Chłopiec nie dał się obudzić. Podniósł kciuk w geście sukcesu.. - Tam... żyłem, jeśli to można nazwać życiem, dopóki... Och, poznałem jeszcze inne rzeczy prócz seminariów teologicznych, od czasu jak przestałeś mi wykładać filozofię! Powiadasz, że śniłeś o mnie... tak, a ja o tobie... Urwał wzdrygając się gwałtownie.. Niż dotąd. Było to zarazem wstydliwe i żałosne wido- ::. Przeszli obok, czynią nadzwyczajny harmider i zamieszanie, więc nikt. Cony kochanek, który w dodatku obserwował wzajemność, jaką zy skiwa-ły zaloty największego wroga..
-
Kategorie
-
Losowe
- Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- takze - 26%. .
- Kupiłem sobie amarantowy żupanik z białym frontem, .
- formingi, na której wygrywał ryży faun. .
- GSG-9, śladem twórców SAS postanowił szukać kandydatów do swojego oddziału we wszystkich rodzajach sił zbrojnych. Zdawał sobie sprawę, że .
- na rezygnacji z podwójnego usterzenia), rozpoczęto w 1936 r. Wojna w Hiszpanii .
- - A więc dobrze, kiedy się pan tak gor±co broni, ale w niedzielę o zwykłe] .
- - Od policji. Usłyszałem. Powiedzieli to wyraźnie. Panie, mamy zgłoszenie o kradzieży tego wozu, powiedzieli, skąd pan go ma? A on na to, ten syn, że kupił. Od znajomego, ale coś mi się widzi, że kręcił, bo nazwiska znajomego nie znał, to co to za znajomy. Kupił i jeździ nim już ładne parę miesięcy, nie ukradł przecież, wszystkie papiery im pokazywał, mam na myśli dowód osobisty i tak dalej. Ale umowę kupna miał w domu i obiecywał, że też im pokaże, na tym stanęło, pojechali z nim razem. Zaglądali do silnika, numer sprawdzali, przebity, z tym że byle jak, nawet się ten złodziej nie fatygował, żeby to zrobić porządnie, i ten poprzedni odczytali. Parę osób tam się przyglądało, bo ten ojciec pomstował, ale bardzo elegancko. Tyle że dosyć głośno. A syn mówił, cicho tatusiu i daj spokój tatusiu, i wyglądał jak ogłuszony. - Każdy na jego miejscu byłby ogłuszony - przyznała Janeczka. - I co dalej? Jaki to w ogóle był samochód? - Ford Fiesta. Nie wiem, co dalej, wsiedli i odjechali oglądać umowę. - I jak on się nazywa? .
- Zdarza się, że przed liczbą określającą typ procesora występuje oznaczenie firmy, która jest jego producentem. I tak na przykład: AM lub AMD to firma Advanced Micro Devices, Cx Cyrix, i Intel, Tx Texas Instruments. .
- .