Po tym ogromnym wyczerpaniu nerwowym dni ostatnich czuł ulgę i z rozkosz± dał .

Wtedy, kiedy partnerzy znają specyfikę psychoseksualnej i psychicznej odmienności płci. Jest to zresztą konieczny warunek dla dobrego porozumienia małżeńskiego.. I nie zatrzymał Rafała, a to... [read more]

złości, jak i zatrzymywania jej, leżą w twoich rękach. Jeśli .

- Jak mam to rozumieć?. . - Czy jest pan pewny ścisłości tych informacji? - spytała po chwili.. Maszt' ny.. . Oburzenia Montanelli nie zapomniał o danym przyrzeczeniu. Zaprotestował tak gwałto... [read more]

mówił o stalinowskich wykroczeniach i złożył wzruszającą wizytę w Katyniu (gdzie na pomniku nadal widniała fałszywa data mordu...) - nie wspominał ani o późniejszych zbrodniach sowieckich, ani o paru dziesiątkach lat moskiewskiej dominacji. A przecież wiedza .

Siedle Stoczniowe swój okres świetności miało już za sobą. Wybudowane w latach sześćdziesiątych było typowym hotelem robotniczym w makro skali. Piętnaście tysięcy robotniczo-chłopskich r... [read more]

Dokąd miał iść, kogo prosić o pomoc. Wszystko się zawaliło w jednej sekundzie. Zapłacił taksówkarzowi i nie czekając na resztę, wysiadł. Od rana świeciło słońce. Błękitne niebo, obsiane kilkoma kłębiastymi chmurami, zapowiadało kolejny letni dzień. Przeklęte lato. Taksówka zawróciła na bocznej alejce i odjechała. Stał przed murem willi Czarnego. Nie miał sił ruszyć się z miejsca. Za odjeżdżającą taksówką poderwały się z ziemi kłęby kurzu. Nie starał się nawet przed nimi osłaniać. W głębi lasu śpiewały ptaki. Zachwiał się i aby nie upaść dał krok przed siebie. Niepewnie stawiał kroki kierując się w stronę bramy. Z daleka zauważył, że była niedomknięta. "Pewnie któryś z ochroniarzy właśnie przyjechał i jeszcze nie zdążył jej zamknąć" -pomyślał. Szedł dalej, a kończący się mur odsłaniał widok na podjazd i resztę ogrodu. Ku jego zdziwieniu szare BMW stało na podjeździe. Drzwi do samochodu były otwarte, a obok stała walizka. Wszedł przez otwartą kratę. Podszedł do samochodu. Kluczyki były w stacyjce. Rozejrzał się po okolicy, ale nikogo więcej nie było. Ruszył do głównych drzwi. Wszedł do domu. W ogrodzie panowała cisza. W sztucznym stawie rzuciła się ryba. Fale rozbiegły się po wodzie. Nienagannie utrzymany trawnik biegł od stawu aż po dom. Przy rogu budynku, na ziemi leżał wąż ogrodowy. Lała się z niego woda. Musiała już długo płynąć, bo dookoła utworzyła się duża kałuża. Tuż koło narożnika budynku leżała para butów. Były to wojskowe, niemieckie trapery. Nie widać było jednak, jak są wysokie, bo ich cholewki zasłaniał narożnik domu. Z wnętrza willi przez otwarte okno dobiegło głośne uderzenie. Robert siedział przy długim stole. W jadalni panował półmrok. Stół zastawiony był dla dwóch osób do kolacji, ale siedziała przy nim tylko jedna osoba - Czarny. Robert siedział obok niego przy stole. Nie patrzył jednak mu w twarz. Jeszcze raz uderzył głową w stół. - To nie moja wina, to nie moja wina - powtarzał. Ramiona mu drgały, łapał oddech. - Nie mogłem nic zrobić. Nic. Ramiona Czarnego nie drgnęły. Robert uniósł głowę. Otarł policzki. Wstał i podszedł do siedzącego. Czarny nie poruszał się, bo nie mógł. W jego czole widniał mały otwór o średnicy ośmiu milimetrów, taki jaki pozostaje zwykle po kuli wystrzelonej z pistoletu o podobnym kalibrze. Robert zdjął mu okulary i domknął powieki. Dopiero za trzecim razem, gdy wykręcił numer do Cleo, uzyskał połączenie. Prawie nic nie słyszał. Musiał sobie zatykać prawe ucho ręką, bo na zewnątrz budki z której dzwonił, wyła syrena pogotowia ratunkowego. Tłum ludzi zgromadził się na nabrzeżu i obserwował jakiś wypadek. Budka telefoniczna stała nad kanałem. Przez szybkę widział jak policyjna motorówka podpływa z płetwonurkami pod brzeg. - Halo, halo. To ja - krzyczał do słuchawki. Miał szczęście Cleo była w domu. Nie wyczuwał jednak w jej głosie zadowolenia, że słyszy jego głos. - To ja. Robert. .

Herszt, barczysty facet o twardym spojrzeniu.. - Jedzie chyba z dziewięćdziesiąt - powiedział Decker. - Jeśli trochę odczekam i pojadę z podobną prędkością, ta półciężarówka skryje mni... [read more]

- Przestań, bo nie dojadę na siódme piętro. Niespodziewanie winda otworzyła się na pierwszym piętrze. Przed drzwiami stało małżeństwo w średnim wieku. Robert spojrzał na nich i ruszył w stronę drzwi pociągając za sobą Cleo. - Burdel robią z tego hotelu, same dziwki - usłyszeli za sobą kobiecy głos. Wyszli koło recepcji. Nikogo nie było. - Dokąd idziemy? - szepnęła. Robert podszedł do lady. Recepcjonisty nie było widać. Wskoczył na marmurowy blat i sięgnął po klucze z wieszaka z napisem "Basen". Cleo zrzuciła z siebie rzeczy i naga skoczyła do wody. Basen miał przeszkloną ścianę od wewnętrznego podwórka. Panował półmrok. Jedynie księżyc wdzierał się przez okno i jego odbicie w setkach fal biegały po ścianach. Robert z łatwością zrzucił koszulę i spodnie. Zawahał się przy slipach, ale w końcu gdy Cleo zanurkowała uporał się i z tym problemem. Woda była za ciepła. A może to jemu było tak gorąco. Przepłynął basen i zatrzymał się przy łupkach dla skoczków. Cleo była po drugiej stronie oddalona o piętnaście metrów od niego. Łapała oddech. W końcu nabrała powietrza i ponownie zniknęła pod wodą. Robert zrobił to samo. Zanurzył się pod wodą i odepchnął nogami od ściany, wyciągnął się jak strzała i płynął schodząc bliżej dna. Miękkie zarysy wymalowanych na dnie pasów były wskazówką dokąd ma płynąć. Po chwili dostrzegł Cleo. Przypomniał sobie baśnie z dzieciństwa o podwodnych królestwach zamieszkałych przez istoty skazane na wieczną rozłąkę. Ogarnęło go uczucie radości. Spotkał w życiu kogoś, kogo mógł zatrzymać we własnym świecie, tu i teraz. Cleo podpłynęła do niego na odległość ręki. Przyglądała mu się szeroko otwartymi oczami. Pływała wyśmienicie, znacznie lepiej od niego. Opłynęła wokół niego tak blisko, że jej włosy otarły się o jego twarz. Chciał ją pocałować w pierś, ale umknęła i tylko nosem otarł o brzuch. Zawróciła i napłynęła na niego z taką siłą, że poddał się i oboje obrócili się głowami w dół. Poczuł kłucie w piersiach i brak powietrza. Oderwał się od niej i ruszył w górę. Na moment uchwyciła go za rękę. Pociągnął ją za sobą. Wyskoczył nad powierzchnię wody bez tchu. Łapczywie chwytał oddech. poczuł dotyk jej ręki na swoich udach. Chciał się wyrwać, ale nie mógł odpłynąć. Wynurzyła się tuż przed nim. Dwa oddechy wystarczyły jej dla regeneracji sił. - Myślałem, że nigdy nie wypłyniesz - starał się powstrzymać drżenie głosu. - Kiedyś muszę oddychać - podpłynęła do niego jeszcze bliżej. W tym miejscu basen nie był głęboki. Stojąc na palcach, mógł utrzymać usta nad wodą. Objęła go ramionami. Poczuł jak jej piersi ocierają się o jego skórę. Czuł na swoim podbródku gorący oddech. Oplotła ramionami szyję i jednocześnie założyła nogi na jego biodrach. Przylgnęła całym ciałem. Cichy trzask odbił się echem w basenie. Rozejrzała się dookoła. Nikogo nie spostrzegła, a jednak wyczuła czyjąś obecność. Była jednak zbyt podniecona, by słuchać głosu swojej intuicji. Kropla wody skapnęłazjej włosów na usta. Robert postanowił spić tę kroplę swoimi wargami. Ich ramiona zacisnęły się szczelnie łącząc rozpalone pożądaniem ciała. Wszedł powoli w świat nieznany, a jednak bliski jego zmysłom, które raz rozbudzone tej nocy miały żyć w nim aż po ostatnie chwile świadomości. Trzask, który zaniepokoił Cleo nie był jedynie owocem wyobraźni. Spleceni w miłosnym uścisku, zapisali się na fotografii wykonanej aparatem z teleobiektywem przez stojącego w cieniu fotografa. Nie był zboczeńcem, ani staruszkiem erotomanem. Był zawodowcem, zarabiającym na życie wykonując czasami zadania beznadziejnie trudne. Ale suma dwóch tysięcy dolarów tygodniowo jaką mu płacono, w pełni odzwierciedlała jego umiejętności. Zamknął aparat w futerale i wyszedł przez drzwi przeciwpożarowe. .

Środowisko rówieśnicze tworzy również określone postawy wobec seksu, mody, hierarchiczność wartości w męskości i kobiecości. Stąd powstają różnorodne kompleksy, tendencje do porównywa... [read more]


Pages:   1 2 3 4 5 6